W roku 2009 zorientowałam się, że wychodząc w plener z aparatem fotograficznym podpisałam cyrograf. Nie na bydlęcej skórze co prawda, ale na kliszy i karcie pamięci. Odwrotu już nie było. Trochę późno nadszedł ten moment, bo byłam przekonana, że moje życie potoczy się w innym kierunku. Ale wertując podręczniki i opracowania z historii sztuki zdałam sobie sprawę, że bardziej ciekawi mnie plastyka świateł i cieni Caravaggia, niż robocze tytuły jego obrazów.

Ukończyłam studia na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach i Uniwersytecie Warszawskim. Powinnam zostać historykiem sztuki, ale podporządkowałam swoje życie zawodowe i prywatne fotografii. Co mi z tej historycznej sztuczności zostało? Podziw dla wspomnianego już Caravaggia.  Miłość do Prerafaelitów. Sentyment do esów-floresów secesji oraz całkiem duży zasób fotograficznych inspiracji.

Najsilniej przyciąga mnie stylizowany, aranżowany portret. Uwielbiam przebierać pozujące mi osoby i otaczać je szpargałami, budującymi świat magii, romantyzmu - czasem rozświetlonego ciepłym słońcem, a czasem posępnego i mrocznego. Chcę pisać scenariusze. Przekładać na współczesny język estetykę XIX wieku, secesji, art deco czy orientu. Tworzyć obrazy, utrwalać emocje i bawić się grą świateł i cieni.

Oraz, raz na jakiś czas, wrzucić kogoś do rzeki, albo wsadzić na koński grzbiet. Koniecznie w rozłożystej, koronkowej sukni. Takich sukni mam mnóstwo. Rzeki i konie również są do dyspozycji!

W świecie imitacji doskonałych sztuka rodzi się z przekłamań w kopiowaniu

Mieszkam i pracuję w Piastowie/Warszawie. Regularnie odwiedzam zaprzyjaźnioną stajnię w Józefowie/Legionowe.
Serdecznie zapraszam do swojego świata oraz przed swój obiektyw. Niech zacznie się magia!
Back to Top